piątek, 22 maja 2015

150.Requiem-Lauren Oliver

[requiem], Lauren Oliver, Otwarte, s.390

Na początku roku obiecałam sobie, że gdy do końca nie będę zdecydowana, co mam czytać i wygrzebię się z egzemplarzy recenzenckich, to będę nadrabiała swoje zaległości. Taki był właśnie moment ostatnio, gdy nie do końca byłam pewna, co mam teraz czytać. Stwierdziłam, że to właśnie ten moment, aby wsiąść do czytania książkę, która znajduje się na mojej półce już kilka, ładnych miesięcy. Wybór padł na [requiem], które na półce leży już prawe dwa lata, a przez tą książkę zawsze stawiam opór z rozpoczęciem nowych serii, gdyż ta książka to ostatnia część trylogii, a ja wole mieć jak najmniej rozpoczętych serii, więc wolałam najpierw skończyć [requiem], a później rozpocząć kolejną, nową serię. Teraz jestem po przeczytaniu tej oto lektury, a oto moja opinia. 

Życie w Głuszy jest coraz bardziej niebezpieczne. Władze miast chcą zniszczyć Odmieńców i wysyłają wojska, aby te zrównały z ziemią tereny osiedlone. Lena wraz ze wszystkimi, nowymi przyjaciółmi muszą uważać na każdym kroku, bo niebezpieczeństwo jest wszędzie. Dodatkowo sprawy sercowe dziewczyny nie mają się za dobrze. Lena chciała rozpocząć nowy etap w życiu z Julianem, jednak niespodziewanie zjawia się Alex, chłopak ze snów, pierwsza miłość Leny. Jednak to nie jest już ten sam Alex, tylko chłopkach po przejściach, który dużo przeżył i dużo wycierpiał. 

Po drugiej stronie muru Hana rozpoczyna nowe życie. Życie osoby wyleczonej, która jest już ustawiona. Hana przygotowuje się do ślubu, z nowym burmistrzem Portland-Fredem. Wszystkie oczy miasta są zwrócone na przyszłych małżonków, jednak nic nie jest tak kolorowe, jakby się wydawało. Fred ma dwie twarze, które jedna jest jeszcze gorsza od drugiej, natomiast Hana ma wiele wątpliwości co do nowego życia, co do starego życia i co do przyszłego męża. Dziewczyna musi odpowiedzieć sobie na wiele pytań i uporać się z demonami z przeszłości. Czy dziewczyny zaznają w końcu spokój ? Czy będą kiedykolwiek szczęśliwe ?

Z tą książką zwlekałam na prawdę długo. Dwa lata to kawał czasu, ale jedynie mogę się wytłumaczyć tym, że gdy miałam ochotę na [requiem], to książka jeszcze nie została wydana w Polsce, natomiast gdy w końcu ją miałam, to mój cały zapał i ochota gdzieś zniknęła i nie miałam ochoty czytać dalszych losów Leny. A przecież nic na siłę, prawda? Nie ma co się zmuszać. Na każdą książkę przyjdzie odpowiedni czas i mimo że czas na przeczytanie [requiem] przyszedł dopiero po dwóch latach, to za to czytałam ją z wielką ochotą i zapałem. Tak więc nie ma co zmuszać się do czytania książek, bo każda będzie miała swoje pięć minut.

[Requiem] podzielone jest na dwie narratorki, co bardzo mi się spodobało. Na początku bałam się tego pomysłu, bo jak można czytać książkę, gdzie akcja dzieje się w dwóch miejscach jednocześnie i są dwie historie, natomiast autorka poradziła sobie z tym zabiegiem i wyszedł jej rewelacyjnie. W książce narratorką jest Lena, która opowiada o życiu  w Głuszy i o problemach jakie się tam znajdują oraz Hana, która opowiada o życiu w Portland już po zabiegu. Jak dla mnie jest to świetny pomysł, bo widzimy jak wygląda życie w Portland i poza jego murami.

Nie spodobało mi się zakończenie książki. Jestem zła na autorkę, że napisała takie otwarte zakończenie i nie wiemy, co się wydarzy i jak to wszystko będzie wyglądać. Czytelnik ma się domyśleć, co będzie dalej, ale przecież ja nie po to czekałam tyle miesięcy, aby i tak w końcu nie dowiedzieć się jak teraz będzie wyglądać życie w Portland i co najważniejsze, czy miłość Alexa i Leny przetrwa, bo przecież o to od samego początku chodzi. Jestem zła i na prawdę bardzo się zawiodłam, bo już chciałam wiedzieć, już chciałam się dowiedzieć i poznać zakończenie i wybór Leny, niestety nie dane nam jest to wiedzieć, a szkoda.

Nadszedł czas pożegnać się z historią Leny i z bohaterami. To już koniec książki o miłości, która jest na prawdę interesująca i warto się z nią zapoznać. Miłość jako choroba jest świetną tematyką i warto się z nią zapoznać, ponieważ książka pokazuje jak wygląda życie, gdy odebrane jest człowiekowi jedno z najpiękniejszych uczuć i stawia nowe światło na to. Polecam tę książkę, jak i całą serię, chociaż mam wrażenie, że tylko ja zostałam w tyle z trylogią Lauren Oliver, ale na szczęście już wszystko nadrobiłam.

Ocena: 8/10

Trylogia:
Oraz mój wywiad z Lauren Oliver




9 komentarzy:

  1. Mnie też bardzo podobało się podzielenie fabuły na "TERAZ" i "WTEDY" w "Pandemonium", co okazało się świetnym pomysłem, dlatego ciekawi mnie, czy podział na dwie narratorki okaże się równie niesamowity.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak dawno ją czytałam, że nawet nie pamiętam jakie miałam wrażenia odnośnie jej :D Ale ogólnie trylogię wspominam bardzo miło.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też byłam zła, ba wściekała, że w taki sposób zakończyła trylogię. Ale pomimo tego, miło wspominam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książki mają takie piękne okładki, że aż chce się mieć w swojej biblioteczce. Muszę je najpierw kupić, a później dopiero przeczytać:)

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam u siebie pierwszy tom, jeszcze nieczytany, ale mam nadzieję, że już wkrótce mi się uda ! :D

    Zapraszam do siebie
    http://to-read-or-not-to-read.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  6. Też już przeczytałam trylogię - jednak recenzje tomu 2 i 3 dopiero za jakiś czas na blogu. Wspomnę tylko, że tom 3 najmniej mi się podobał. Tobie widzę, że też nie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam pierwszą część, wezmę się za czytanie jak również uporam się z zaległościami :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ty już ostatni tom, a ja jeszcze nie zaczęłam pierwszego. Przeczytam z całą pewnością :)
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam w czasie ostatnich wakacji i podobało mi się, również polecam ;)
    Galeria Książek - zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń